niedziela, 12 października 2014

Tajemniczość


Wyruszyłam w puszczę o 8:00. Było trochę szaro, trochę mglisto. Pierwszy raz zobaczyłam las naprawdę jesienny. Nieco mroczny, obłupiony już po części z liści. Nie słyszałam śpiewu ptaków, tylko jakieś skrzeki i pomruki.

O mało nie dostałam zawału, kiedy mała gałąź opadła obok mnie, oberwana z drzewa. 2x widziałam w lesie tego samego kota i tego samego faceta na rowerze. A zrobiłam dziś około 5 km i spotykałam ich w odległych punktach trasy. Dziwne odrobinkę...

Najnormalniejszym zjawiskiem był leśniczy z psem. Choć czy to, że miał spodnie moro i polar czyniło z niego zaraz leśniczego? Najbardziej tajemnicza była ta łąka zeschłych, wysokich kwiatów w pajęczynach. 

Kiedy usłyszałam w krzakach chrumknięcie (a nie mogło to być chrumknięcie różowej, mięciutkiej świnki, tylko raczej świni pokrytej twardym, czarnym włosiem...), poczułam, że las dziś chyba pokazuje mi się z groźnej strony.

Ale taki już jest... Obiecałam sobie, że następnym razem, biorę ze sobą młodego, nieprzytomnego zawsze o tej porze Studenta, choćbym miała wylać na niego kubeł zimnej wody. Nie ma tak! Mat, be ready...

ziuba biegacz

2 komentarze: